piątek, 12 kwietnia 2013

Pre-war photographer


blouse, skirt, fur, hat, bag - vintage | deichmann shoes

Zapraszam zainteresowanych do posłuchania jednej z moich ulubionych piosenek przy oglądaniu zdjęć i czytaniu posta - bardzo klimatyczna muzyka :) Link tutaj :)

Na zrobienie tych zdjęć czekałam bardzo długo. Cały czas coś stało na przeszkodzie. Najpoważniejszą z nich była pogoda, gdyż albo było przeraźliwie zimno, albo padał śnieg, deszcz, lub jedno i drugie na raz. Zależy mi, żeby zdjęcia były dobre, co nie do końca zawsze wychodzi. Mam nadzieję, iż z czasem będzie coraz lepiej. W końcu jestem początkującą i w dziedzinie blogowania, i fotografowania :)
Wszystkie dzisiejsze zdjęcia zostały wykonane aparatem ustawionym przeze mnie manualnie, w trybie preselekcji przesłony. Ciężko jest ustawiać aparat, gdy się samemu nie robi zdjęć, ale nie było źle :). Zrobiłam kilka testowych, i do każdego rodzaju ujęć parametry były zmieniane. Jak na pierwszy raz, uważam, że 'jakoś' to wyszło. Od kilku dni wykonuję też około 100 zdjęć dziennie przy samodzielnym ustawianiu aparatu, także, można powiedzieć, kształcę się w tym temacie ;) A to wszystko dlatego, że od Świąt dysponuję nowym-starym aparatem, za który bardzo dziękuję bardzo ważnej dla mnie osobie :). 

Z dzisiejszych zdjęć w efekcie jestem zadowolona, o czym świadczy ilość zamieszczonych fotografii. W pierwszym 'rzucie' wybrałam 43 zdjęcia z 92. To bardzo dużo. Zazwyczaj ujęć jest od 50 do 70. W tej 'sesji' było więcej, by była absolutna pewność, że 'coś' wybiorę :) 

Sesja stylizowana, ale nie do końca, gdyż ja naprawdę tak się ubieram - głównie na uroczystości rodzinne - święta, komunie, chrzciny i tym podobne :)
Koszula, spódnica i wiadomo - futro - to zdecydowanie moje 'najukochańsze' ubrania. 

Starego 'Zenita' wyciągnęłam z szuflady rodziców już dawno. Leżał przez lata nieużywany. Któregoś dnia postanowiłam, że przetestuję go i zacznę pstrykać nim zdjęcia. Cały czas zbieram się by to zrealizować, a to dlatego, iż ciągle uważam, że moje umiejętności fotografowania nie są wystarczająco wysokie - muszę jeszcze poczytać trochę na temat ustawiania go w różnych warunkach, poczekać na sprzyjającą pogodę, a potem próbować :).

Zastanawialiście się kiedyś, co działo się w miejscach gdzie mieszkacie - tysiące, setki, dziesiątki lat temu? Co znajdowało się w miejscu, gdzie stoi wasz dom, jak wyglądał teren, na którym stoi wasza uczelnia, szkoła, miejsce pracy? Albo jak wcześniej była urządzona kawiarnia, która znajduje się w starym budynku? Jacy ludzie tam przychodzili, jak wyglądali, jak byli ubrani... Taka refleksja nasunęła mi się, jak byłam ostatnio właśnie w kawiarni. Siedziałam niedaleko baru, do którego podeszło dwóch mężczyzn, przywitali się z kelnerką, siedli... Przypomniałam sobie, jak w tym samym miejscu jeszcze niedawno był zupełnie inny lokal. I wyobraziłam sobie jak to mogło wyglądać kilkadziesiąt lat temu. Bar mleczny, ściany pomalowane niebieską emalią, panowie w marynarkach i kapeluszach, na przerwie obiadowej w pracy...
Od mniej więcej dwóch lat interesuję się tym, jak wyglądało moje miasto - Lublin - kiedyś. Oglądam stare fotografie, dawne mapy, czytam opisy. Wielu bardzo ciekawych rzeczy można się przy tym dowiedzieć. Niesamowicie jest też zobaczyć na zdjęciach nieistniejącą już ulicę Szeroką, Sobór, czy wieżę ciśnień w moim mieście, to jak wyglądały niektóre miejsca przed wojną, albo chociażby spojrzeć na stare zdjęcie jednej z ulic, gdzie drzewka stojące przy niej były jeszcze bardzo malutkie. Teraz już są ogromne. Zainteresowanych z Lublina i nie tylko, zapraszam na forum, link tutaj :) Ja spędziłam na nim wiele godzin, słuchając przy tym klimatycznej muzyki, w tym między innymi piosenki dodanej do tego posta :) 

Na kolorowe zdjęcia również zapraszam, w ciągu kilku dni pojawią się na mojej facebook'owej stronie :), a wraz z nimi nieopublikowane ujęcia :) 

*Po pojawieniu się komentarza mówiącego, że szkoda, iż nie można zobaczyć żadnego zdjęcia w kolorze, na koniec dodaję tą oto fotografię :)

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Colorful

faux fur, shirt, bag - vintage | levi's shorts | allegro.pl watch | gatta tights | weide shoes | reserved glasses 

Szczerze powiedziawszy, te zdjęcia miały w ogóle się nie pojawić. Ale po przemyśleniu tematu, jak widać zmieniłam zdanie ;).

Dzisiejsza koszula to nowość w mojej szafie. Osobiście uważam ją za jedną z rzeczy wyjątkowych, innych od reszty moich ubrań, ale wiem jednocześnie, że nigdy nie będzie moją ulubioną - chociaż kolory ma genialne. Wiąże się to między innymi z tym, że tak już mam, iż 'pstrokate' wolę na dole - przykładowo na spodniach lub spódnicy.
Zastanawiałam się nad włożeniem czarnych rajstop do tego zestawu - wtedy litery na koszuli by z nimi korespondowały. Nawet mierzyłam wyżej wymienione, jednak w efekcie zdecydowałam się na jasne, które zawsze bardziej mi odpowiadają :). W każdym razie, i tak najlepiej było by bez rajstop. Ale jeszcze, ze względu na temperaturę, nie można się z nimi rozstać ;). 

Kochani, przypomnę o konkursie w którym biorę udział, gdyż widzę progres i stwierdziłam, że w takim układzie warto powalczyć ;) Bardzo się cieszę i dziękuję, że głosowaliście i głosujecie. Zostało jeszcze kilka dni, zatem jeśli ktoś będzie miał ochotę zagłosować to zapraszam, będę bardzo wdzięczna :) - można oddać pięć głosów dziennie, na jedną lub różne osoby, nawet pod rząd. Tu link do strony z głosowaniem :). 

Pozdrawiam cieplutko ze słonecznego dziś Lublina :) 

czwartek, 4 kwietnia 2013

Windy


fur, blouse, belt - vintage | cropp jeans | bag, sunglasses - no name | reserved glasses | deichmann shoes

Jeansy, trampki i... futro? Dlaczego nie. Czyli mój kolejny zestaw z serii 'niecodziennych połączeń' :). 
Dodatkowo, bardzo ważnym uzupełnieniem okazała się czerwień na ustach. Z jakiego powodu? O tym w dalszej części. 

Generalnie, od bardzo niedawna używam kolorowych szminek. Tak czy inaczej, na co dzień nadal bardzo rzadko mi się to zdarza. Wcześniej wcale nie malowałam ust, ze względu na to, że najbardziej w moim guście były usta w kolorze pudrowo-różowym, czyli muśnięte tylko delikatnie odrobiną podkładu, ewentualnie z dodatkiem niewielkiej ilości bezbarwnego balsamu. W dalszym ciągu jest to wygląd ust, który podoba mi się najbardziej i moje prawie zawsze tak się 'prezentują'. Powoli zaczynam się jednak coraz bardziej lubić z kolorowymi ustami, dlatego raz po raz do mojej skromnej kolekcji dołącza jakieś 'mazidło'. Niedługo 'pochwalę' się moim nowym, ulubionym odcieniem :). 
Przejdźmy do meritum: wyjątkowo dobrze się czułam w tym ubraniu, w dużej mierze ze względu na obecność właśnie czerwonej szminki. Zauważyłam, iż potrafi ona dodać tyle kobiecości, że nawet gdy  ma się na sobie jeansy i trampki, można poczuć się ultrakobieco, a przy tym wyjątkowo dobrze :). 

Dzisiaj chciałam pokazać Wam moją ulubioną koszulę, która 'występowała' już na blogu kilka razy, ale zawsze była słabo widoczna, gdyż znajdowała się pod czymś ;). Przykładowo, w zestawie z posta 'Infinity' była pod sweterkiem. Niestety, gdy robiliśmy zdjęcia wiał tak przeraźliwie zimny wiatr, że nie dało rady robić zdjęć bez płaszcza dłużej niż pół minuty (ale nie narzekam :)). Przekładam zatem 'prezentację' koszuli na inny termin :).

Zgłosiłam się do konkursu 'Modowa bitwa miast'. Nie wiem w sumie po co mi to, bo jakoś nie przepadam za tego typu konkursami. A już szczególnie tymi z głosowaniem, gdzie 'wypadało by' zadbać o swoją reklamę, czego ja bardzo nie lubię robić... Jest to w moim przypadku bardzo 'na siłę' bo nie chcę nikogo 'męczyć' ;)) i powodować u kogoś wrażenie, że desperacko szukam głosów, bo wcale tak nie jest. Głupio się z tym czuję, i umieszczenie informacji o tym, że biorę udział w konkursie jest kierowane myślą: już napiszę, żeby nie mieć zera ;) Ogólnie nie lubię się pchać w takie zamieszanie. Nawet wcześniej trochę żałowałam, że się bez sensu zgłosiłam, bo i tak nie mam żadnych szans, gdyż mój blog jest nowy i mało znany, a na facebook'u nie mam 700 znajomych :). Ale w sumie potem sobie pomyślałam, że nie zgłosiłam się tam po to, żeby wygrać, tylko po to, by trochę 'rozsławić' mojego bloga. Zatem nawet gdy kilka osób dzięki temu konkursowi trafi na moją stronę, to będzie już sukces :). 
Jak komuś podoba się mój styl i uważa, że mój ubiór w jakiś sposób się wyróżnia na tle innych, to zapraszam do zagłosowania. Można oddać jeden głos dziennie :) TU link do strony z głosowaniem :). Z góry wszystkim dziękuję za poświęcenie czasu i oddane głosy :).

Pozdrawiam! :) 

niedziela, 31 marca 2013

Before the sun goes down

jacket, bag, belt - vintage | h&m leggings | deichmann boots | no name sunglasses

Od niedawna jestem szczęśliwą właścicielką kurtki ze zdjęć :) Jest pięknie uszyta i cudownie miękka w dotyku. Uwielbiam jej kolor i skórzane wstawki na rękawach :) (niestety na zdjęciach trudno jest je dostrzec). 
Legginsy są granatowe, lekko połyskujące i mają delikatny, drobny, wężowy wzór.

Okulary kupiłam w 2007 roku. Przeleżały ostatnio dłuższy czas nieużywane, z tego względu, że miałam 'po drodze' kilka swoich ulubionych modeli :)

Sześć lat temu w Polsce, ludzie bardzo dziwnie patrzyli na elementy ubioru, które były mało popularne lub rzadko spotykane. Można powiedzieć, że było się wytykanym palcami - dosłownie - gdy nosiło się coś innego niż wszyscy. Tak właśnie było z moimi okularami. Gdy miałam je kilka lat temu na sobie, niektóre osoby które mijałam na ulicy patrzyły na mnie jak bym, co najmniej, przyleciała z innej planety. Ale nie zniechęcało mnie to i nosiłam je dalej, gdyż nie widzę powodu, żeby rezygnować z zakładania czegoś co mi się podoba tylko ze względu na to, że inni w jakiś sposób na tą rzecz reagują. 
W tym samym czasie byłam też w Grecji - tam moje okulary nie były niczym dziwnym - wszyscy zachowywali się 'normalnie', czyli nie zwracali na nie uwagi. Bardzo słabo w mojej ocenie wypadła wtedy, na tle Greków, tolerancyjność Polaków.

Dziś, na szczęście, trzeba już założyć coś bardziej ekstrawaganckiego niż duże okulary, by doszło do wyżej wymienionej sytuacji.
Generalnie, coraz lepiej jest przyjmowany w naszym społeczeństwie fakt, że ktoś się wyróżnia i ma swój indywidualny styl ubierania - często już nie patrzą na niego jak na wariata. Ale jednak nie zawsze. Umówmy się też, że mówiąc tu o indywidualnym stylu mam na myśli raczej łagodną formę odmienności, w postaci, na przykład, wielości wzorów i kolorów. 

No i z godziny drugiej zrobiła się trzecia. W końcu dzień będzie jeszcze dłuższy! :) 
Zaraz się kładę (chociaż wcale nie chce mi się jeszcze spać...). Od rana będę gotować z Mamą nasz żurek wielkanocny :)

Wszystkim życzę wesołych, spokojnych, pogodnych i zdrowych Świąt Wielkiej Nocy :) :*
Pozdrawiam serdecznie! :)


Happy Easter! :) xoxo